![]() | |||||||
Galaretka z mango, papają i nasionami papai |
My tu w Kolumbii jesteśmy Fruteros. Słyszałam to hasło
niemal codziennie. Nasz kolumbijski gospodarz na każdym kroku podkreślał ich
narodową miłość do owoców. Potrafią je łączyć ze wszystkim i jeść pięć, albo i
osiem razy dziennie ;) Zaczynając od śniadania, jego obowiązkową częścią
składową jest gęsty sok ze zblendowanych owoców i to nie tylko w Kolumbii, ale
w każdym południowoamerykańskim państwie, które odwiedziłam. W Peru najbardziej
popularny jest sok z papai, albo z ananasa, trzeba tylko pamiętać żeby stanowczo
zażądać owego koktajlu bez cukru, inaczej do już i tak słodkich owoców, dosypią taką ilość
białych granulek jaką zawiera puszka coli. Raz widziałam jak dziewczyna robiła
koktajl z truskawek na mleku (porcja dla jednej, maksymalnie dwóch osób) który dosłodziła sześcioma kopiastymi łyżkami cukru, a po chwili namysłu dosypała siódmą, co by
z mało słodkie nie było ;)
Kolumbijczycy są jednak wyjątkowo kreatywni w serwowaniu
owoców, nasz znajomy raczył nas najróżniejszymi sałatkami i owocowymi gazpacho.
Szczególnie zapamiętałam sałatkę owocową z czerwoną cebulą, sałatą i
majerankiem. Połączenie owoców z majerankiem bardzo przypadło mi do gustu, jak
już wiecie zioło to kocham nad życie. Na
szczęście Kolumbijczycy używają go dość często w przeciwieństwie do swoich
południowych sąsiadów.
Faktycznie jest to owocowy raj, na bazarach i w
supermarketach nie wiadomo co pierwsze obejrzeć, załadować do koszyka i kupić w
celach konsumpcyjnych. Część tych owoców ma oczywiście rodowód azjatycki, ale
warunki klimatyczne w Kolumbii również umożliwiają ich uprawę. Najwspanialsze
jest to, że te wszystkie egzotyczne owoce smakują 5 razy bardziej tam gdzie
rosną i mają czas dojrzeć, niż te za szybko zerwane i sprowadzane do naszych sklepów. Wiele z nich znałam już z Peru,
ale niektóre mimo że były tam dostępne, to jednak bardziej popularne i częściej
spotykane są właśnie w kraju naszych Fruteros. Nie sposób wymienić i opisać
wszystkich więc stworzyłam TOP 5 owoców, którymi zajadałam się w Kolumbii, a na
topową piątkę z Peru będziecie musieli jeszcze trochę poczekać.
Papaja - ma podłużny kształt, miąższ koloru żółto -
pomarańczowego, lub różowawy, bardzo delikatny w smaku. Środek owocu wypełniają
liczne drobne pestki o ostrym smaku przypominającym nieco rzeżuchę. Ze względu
na delikatny smak lubię łączyć papaję z innymi owocami, świetnie nadaje się do
smoothie i sałatek owocowych. Jednak moim zdaniem najlepsze w papai są jej
właściwości zdrowotne, posiada bowiem ona enzym zwany papainą, który pobudza
trawienie, szczególnie dużo jest go w pestkach, więc w razie niestrawności
polecam ;) Ponoć świetne są też maseczki na twarz z rozgniecionego owocu ;)
Papaję można coraz częściej spotkać u nas w sprzedaży, ostatnio zakupiłam w
rozsądnej cenie w jednym z dyskontów (tym sygnowanym sympatycznym owadem ;))
Niestety długo transportowane papaje, które dojrzewają jeszcze w domu na
parapecie, dużo tracą ze swego i tak delikatnego smaku, niemniej jednak polecam.
![]() | |
Papaja ;) |
Mango - jest dość łatwo dostępne w Polsce ostatnio bardzo
często spotykam je w marketach, co mnie bardzo cieszy, bo to wyjątkowo smaczny
i soczysty owoc. Ma kształt nerkowaty, miąższ jest intensywnie żółty, natomiast
skórka zielonkawo - czerwona, czasem żółtawa, a nawet wchodzi w odcienie
fioletu, kolor skórki zależy od odmiany. Owoc ma jedną dużą podłużną pestkę,
wokół której miąższ jest włóknisty i trudno go oddzielić. Warto poczekać, aż
owoc dojrzeje, bo niedojrzałe mango nie jest niczym nadzwyczajnym jest twarde i
bez smaku. Dość trudno rozpoznać kiedy owoc jest dojrzały, ale wszystko jest
kwestią wprawy. Musi się delikatnie uginać pod palcem, nie może być zupełnie
twarde, a miąższ powinien być intensywnie żółty, jeśli jest zielonkawy, lub
blado żółty to znak, że za wcześnie się do niego dobraliśmy. Mango jest bardzo
słodkie, porównałabym jego smak do dojrzałej nektarynki, ale ma coś co je
wyróżnia i co lubię w nim najbardziej, a jest to specyficzny żywiczny posmak, bo mango zawiera terpentynę, która wraz z dojrzewaniem zanika, ale
delikatna nuta pozostaje. Z tego samego powodu moim ulubionym winem jest grecka
Retsina ;) Zastosowanie kulinarne tego owocu to temat rzeka, ale ja polecam
indyjskie mango lassi, lub sałatkę z mango i majerankiem :)
![]() |
Sałatka 3M ;) Mango, melon, majeranek. Nie mylić z trudno dostępnym M3, a tym bardziej z "M jak miłość", bo grozi niestrawnością ;) |
Guajawa - (inna pisownia to gwajawa, gujawa, guawa i jeszcze
sporo by się znalazło) test to jeden z tych owoców, którego smaku nie da
się porównać z niczym innym i jeden z bardziej przeze mnie poszukiwanych :) Niestety
w Polsce jeszcze nie spotkałam, a szkoda, ale na pewno kojarzycie napoje o
smaku guajawy, nie to samo co owoc, ale zawsze coś. Niestety nawet w Ameryce
Południowej czasem trzeba jej trochę poszukać w Kolumbii jest częściej
spotykana, ale już w południowym Peru jej dostępność zależy od sezonu. Guajawa jest wielkości
jabłka, ale wyglądem trochę przypomina pigwę. Ma gładką, woskowaną skórkę w
kolorze zielonkawo żółtym, miąższ w zależności od odmiany jest różowawy, biały,
lub wpadający delikatnie w żółty. Guajawa najczęściej wykorzystywana jest do
sporządzania napojów - soków i kompotów, ale ze względu na dużą zawartość
pektyn jest doskonałą bazą domowych dżemów. Można ja też jeść na surowo, musi
być jednak dojrzała, miękka i mocno aromatyczna. Owoc ten ma ponoć bardzo dużo
witaminy C. Dla mnie absolutnym hitem jest sok ze zblendowanej guajawy,
zamawiałam go zawsze w pierwszej kolejności :) był priorytetem przed wszystkimi
innymi sokami, mogłabym go pić hektolitrami.
![]() | |
Gęsty koktajl z papai zblendowanej z bananem i napojem z guajawy |
![]() | |
Proporcje: 1 banan, pół papai, szklanka napoju z guajawy ;) |
Mangostan - a to cudo pierwszy raz widziałam właśnie podczas
mojego tegorocznego pobytu w Kolumbii, wesołe kuleczki w kolorze bakłażanowym
od razu przykuły moją uwagę i w trybie natychmiastowym zostały zakupione. A już
zupełnie wzruszyło mnie wnętrze twardej skorupy, które skojarzyło mi się z
mięciutką bawełną. W rzeczywistości są to cząsteczki sprężystego, białego
miąższu otaczającego pestkę. Wyglądają trochę jak ząbki czosnku. W smaku
mangostan jest słodki i delikatny, kremowy. Owoc najlepiej jeść, jak ja to
mówię, sam ze sobą ;) na świeżo, bezpośrednio po obraniu. W sprzedaży dostępne są
herbatki i różne suplementy z mangostanu, którym przypisuje się niemal
nadprzyrodzone właściwości ;) ale myślę, że jednak to nie to samo co świeży
owoc. A taki właśnie widziany był ponoć ostatnio w jednym z bardziej
ekonomicznych supermarketów ;) niestety w moim mieście nie znalazłam, kupiłam tam natomiast pitaję.
Pitaja - zwana jest też smoczym owocem ze względu na grubą,
łuskowatą skórkę. Skórka może mieć kolor żółty lub różowy, po przekrojeniu owoc
wypełnia biały miąższ o lekko galaretowatej konsystencji z licznymi drobnymi
pesteczkami. Ponoć występuje też odmiana o czerwonym miąższu. Pitaja jest
wyjątkowo urodziwa, wręcz malownicza ;) Osobiście zakochałam się w tym
kaktusowym owocu i mogłabym jeść kilka dziennie, gdyby nie jego pewne właściwości,
o których za chwilę. Pitaja w smaku przypomina trochę kiwi, ale jest mniej
kwaśna. Najlepiej przekroić owoc wzdłuż i wybrać miąższ łyżeczką, świetnie się też
sprawdza jako składnik sałatek owocowych. Nasz Kolumbijczyk widząc, że
codziennie znoszę do domu pitaję,
przestrzegał mnie ze śmiechem przed nią, bo ponoć poprawia ona
perystaltykę jelit i pomaga w wypróżnieniu, a nadmierne spożycie może
spowodować nagły efekt przeczyszczający. Ja jakoś tego nie doświadczyłam, ale w
zasadzie po długiej podróży samolotem to całkiem przydatna właściwość
;).
![]() | |
Sałata z liczi, pitają i granatem |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz